Nasz klient Oskar, po raz kolejny - na przełomie marca i kwietnia, rozpoczął sezon kempingowy inaugurując wiosnę kamperem DOMO. Był to również test tego nowego w naszej ofercie auta. Po powrocie nie omieszkał podzielić się swoimi wrażeniami z podróży, a także uwagami odnośnie samego kampera. A oto jego relacja:
Tym razem założeniem było przejechanie w ciągu 6-7 dni trasy ok. 4000 km. Mieliśmy w ramach podróży połączyć jazdę na nartach ze zwiedzaniem. Wszystko bardzo szybko i bardzo sprawnie. Dla realizacji tego celu wybraliśmy kampera z zabudową typu Domo na bazie Mercedesa Sprintera. Chodziło nam o to, aby maksymalnie szybko i sprawnie przemieszczać się z miejsca na miejsce, a ponadto mieć możliwość pozostawienia auta gdziekolwiek bez konieczności szukania miejsc parkingowych przeznaczonych specjalnie dla kamperów.
Z zewnątrz autko wygląda na zwykły "blaszak" nie zwracający na siebie uwagi. Wewnątrz jest natomiast wszystko, co potrzebne do tego typu eskapad: rozkładana łazienka z toaletą, lodówka, kuchenka gazowa, liczne schowki, stół z ławą i jednym siedziskiem, dwa łóżka-jedno rozkładane na bazie stołu, a drugie sprytnie umieszczone po sufitem, opuszczane w razie potrzeby.
W aucie wygodnie mogą się pomieścić dwie, góra trzy dorosłe osoby. No cóż, tym razem funkcjonalność samochodu przeważyła nad obszernością i wygodą wnętrza. Auto sprawdziło się doskonale zarówno na drogach lokalnych, alpejskich podjazdach, jak i autostradach.
W ciągu siedmiu dni odwiedziliśmy Stubai w Austrii, gdzie pojeździliśmy na nartach, następnie przemieściliśmy się do Monaco. W założeniu miał to być miły przerywnik w wyjeździe narciarskim i tak było w istocie. Udało się połączyć zwiedzanie tego pięknego miasta z plażowaniem i kąpielą w morzu i to 31 marca, kiedy w Polsce aura jeszcze niezbyt dopisywała. Mnie w każdym razie bardzo spodobał się ten pomysł. W Monaco, a konkretnie w Monte Carlo znalezienie miejsca parkingowego dla zwykłego kampera graniczy z cudem, tymczasem nasze nie zwracające na siebie uwagi autko pozostawiliśmy na parkingu bezpośrednio przy morzu. Przy okazji, udało się nam odwiedzić, mieszkającego tam polskiego kolarza, zawodnika Liquigas - Sylwestra Szmyda.
Z Monaco ruszyliśmy na kolejną "jazdę" na nartach we włoskiej miejscowości Sestiere. Tak na marginesie, jest to jeden z najciekawszych kurortów narciarskich w Europie. Stoki znajdują się zarówno po włoskiej, jak i francuskiej stronie granicy. Stamtąd przemieściliśmy się do Briancon we Francji, pięknego, wartego oglądnięcia miasteczka ze wspaniałą średniowieczną zabudową. Tuż obok czekały na nas stoki ośrodka narciarskiego Selle Chevalier. Niestety o ile trasy okazały się całkiem interesujące o tyle infrastruktura trochę przestarzała, jak na obecne czasy. Jeden dzień jazdy na nartach i kolejna podróż, tym razem do miejscowości Les Menuires w Trzech Dolinach.
Piękna pogoda plus super trasy, chyba największego "kombinatu" narciarskiego na świecie zrobiły swoje...żal było opuszczać te strony. Trasa do Polski wiodła przez Francję, z krótkim przerywnikiem na zwiedzanie pięknie położonego nad zadziwiająco czystym jeziorem miasteczka Annecy. Potem Szwajcaria, Austria, Niemcy i.niestety już w domu. Kolejna przygoda za rok. Czy takim samym samochodem?!
O ile podróż będzie się odbywała w gronie do trzech dorosłych osób na pewno tak. W samochodzie jest wszystko to, co znajduje się w o wiele większym kamperze, a przy tym auto jest mniejsze, a tym samym lepsze w prowadzeniu, bardziej ekonomiczne, funkcjonalne, nie "rzucające się w oczy", a zatem mniej narażone na kradzieże, wreszcie dzięki bryle tożsamej ze zwykłym "blaszakiem" możliwe do zaparkowania na jakimkolwiek miejscu parkingowym. Szczerze polecam taki wybór.
|