W tym roku wakacyjny szlak zawiódł nas do Francji. Nasza trasa początkowo miała przebiegać Doliną Loary, atlantyckim wybrzeżem, a następnie zahaczyć o któryś z górskich etapów Tour de France w Alpach. Nieszczególna w tym roku pogoda pokrzyżowała nieco te plany i trasę musieliśmy nieco zmodyfikować goniąc uciekające nam złośliwie słońce. Ale i tak doznaliśmy niezapomnianych wrażeń zwiedzając przepiękny zamek Chambord, wspinając się na najwyższą w Europie wydmę Dune de Pyla k/Arcachon, czy docierając serpentynami do niezwykle pięknego sanktuarium w la Salette. Dzięki temu, iż zboczyliśmy z ustalonej trasy, udało się nam dotrzeć do klimatycznej miejscowości Cerber przy granicy hiszpańskiej, nad M. Śródziemnym, a także w drodze powrotnej do Polskizawadzić o jez. Garda, gdzie znaleźliśmy słońce, w związku z czym mogliśmy trochę poplażować. Oczywiście nie zapomnieliśmy o Tour de France - byliśmy na czasówce w Grenoble, kibicując polskim kolarzom z Sylwkiem Szmydem na czele. Zresztą rower w czasie tegorocznych wakacji pełnił dla nas poczesną rolę, a to dzięki świetnym, wielokilometrowym szlakom rowerowym nad Atlantykiem. Po za tym potwierdziło się, iż Francja to raj dla kamperów. Na każdym kroku, nawet w małych nie turystycznych miejscowościach są z reguły darmowe kamperparki, toteż na kempingach w ścisłym tego słowa znaczeniu można się praktycznie nie zatrzymywać.
Mimo trzech tygodni takiej włóczęgi, czujemy lekki niedosyt i może za rok znów wrócimy do Francji, by uzupełnić to czego nie udało się nam zobaczyć, a i miło będzie odwiedzić nasze ulubione miejsca.
|